"Wybrałem idee służenia dziecku i jego sprawie" - J. Korczak


Szkoła Podstawowa w Rogajnach

Aktualności

70-lecie... wspomnienia pani Bożeny Machno

07-05-2017

,,Dobrych ludzi nikt nie zapomina’’ 

Nazywam się Bożena Machno. Mój związek z SP w Rogajnach mogłabym porównać do częstych wypowiedzi ludzi wyjeżdżających za granicę, którzy robili karierę ,,od pucybuta do prezesa”. Ja aż tak daleko nie zaszłam, ale początek był oryginalny.


Moja mama, ś.p. Halina Kosiewicz, przez wiele lat była sprzątaczką w SP w Rogajnach i popołudniami zabierała mnie do szkoły. Pamiętam ten specyficzny zapach czarnych podłóg, stare ławki z kałamarzami oraz piece, do których przynosiłam drewno z piwnicy.
Kiedy rozpoczęłam naukę w tej szkole, znałam ją już jak własną kieszeń. Siedziałam w starej ławce i pisałam obsadką ze stalówką, którą musiałam maczać w kałamarzu. Trzeba było być ostrożnym, bo kleksy w zeszycie były największą ,,zmorą” uczniów i nauczycieli. Moja klasa mieściła się w budynku GS-u. Przez osiem lat nauki w tej szkole nawiązałam wiele przyjaźni, które przetrwały do dzisiaj. Mamy ze znajomymi dużo wspomnień wspólnie spędzonych chwil nie tylko w szkolnych ławkach, ale również na harcerskich zbiórkach, wycieczkach, zabawach czy zajęciach w chórze. Chciałabym wspomnieć swoją wychowawczynię w I klasie - p. Siemaszko, wychowawczynię w VI klasie – p. Zienowską, nauczycielkę matematyki - p.Skrzeczkowską i p.Kużel, która uczyła geografii.

Państwo Skrzeczkowscy z synami Wojtkiem i Markiem mieszkali w budynku szkoły i kiedy popołudniami przychodziłam z mamą sprzątać, zdarzało się, że robiliśmy z Wojtkiem i Markiem ,,psikusy”, z których nasi rodzice nie zawsze byli zadowoleni.
Według Platona ,,nic się nie dzieje przypadkowo, zawsze jest jakaś przyczyna i konieczność”. Chociaż ja właściwie nie wiem, z jakiej przyczyny czy konieczności po zakończeniu edukacji wróciłam do tej szkoły, już w zupełnie nowej roli nauczycielki nauczania początkowego. Stojąc przed dziećmi i rodzicami, czułam się niezręcznie. A to dlatego, że byli to moi sąsiedzi, którzy znali mnie od dziecka. Czułam wielką odpowiedzialność, miałam wiele obaw: czy dam radę, czy będę obiektywna i czy spełnię oczekiwania. Początki były trudne. Pomoce dydaktyczne robiłam samodzielnie, za ksero służyła mi kalka techniczna, gromadziłam płyty winylowe z bajkami oraz piosenkami. Dzieci również nie miały tylu przyborów co w dzisiejszych czasach. Praca dawała mi wiele satysfakcji. Efekt był widoczny, kiedy dziecko zaczęło pięknie pisać czy czytać. Dzieci były szczere, oddane i tak słodko mówiły ,,Moja Pani”. Jak wiele radości sprawiało im wspólne organizowanie uroczystości z okazji Dnia Matki czy wspólne śpiewy i tańce z dziadkami i babciami.
Nie zapomnę też wyjazdu na biwak do Mikoszewa, kiedy to po kilkugodzinnym spacerze wróciliśmy bardzo zmęczeni. Ja oglądałam swoje odciski na nogach, a dzieci podchodziły i pytały ,,Proszę Pani, a o której godzinie będzie dyskoteka?” .Bardzo cieszyły mnie sukcesy dzieci, kiedy odbierały nagrody za wyniki w nauce, za wzorowe zachowanie czy udział w konkursach. Były to również zasługi rodziców, bo jak mówił Stefan Wyszyński: ,,Obywateli nie produkuje się w fabrykach, to w rodzinie pod sercem matki kryje się naród”.
Dzieci nauczyły mnie trzech rzeczy: jedynie sercem można wszystko jasno poznać, jak cieszyć się bez powodu oraz aby być ciągle czymś zajętym.
Kochałam swoją pracę i czuję dużo satysfakcji, kiedy spotykam swoich wychowanków, którzy ukończyli szkoły, założyli rodziny i są dzisiaj szczęśliwi. Przedstawiają mnie swoim dzieciom, mówiąc ,,To jest Pani, która mnie uczyła..”.
Byłam wzruszona, kiedy odchodziłam na emeryturę, a rodzice i dzieci dziękowali mi za moją pracę. Na koniec chciałabym podziękować swoim koleżankom za wszystkie lata wspólnej pracy: ,,Dobrych ludzi nikt nie zapomina’’ (Safona)